Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

Dawno, dawno temu to było - za czasów słusznie minionych. Jechałyśmy wraz z siostrą z Bydgoszczy (od koleżanki) do Warszawy. Pociąg miałyśmy o 5.30. Wyruszyłyśmy z Wyżyn. Siedzimy na przystanku o godzinie 4.30 i czekamy na autobus na dworzec - trochę zaniepokojone czy zdążymy. Nagle podjeżdża milicja radiowozem - legitymują nas (a ja nieco przestraszona, bo milicja dobrej opinii nie miała). Niemniej jednak - dla rozładowania napięcia rzuciłem żartem " a może podwieźliby nas panowie na dworzec?". Panowie na to - "wsiadajcie". Wsiadłyśmy więc i zajechałyśmy na dworzec radiowozem. Podziękowałyśmy panom serdecznie - nic więcej od nas nie oczekiwali. W ten sposób zdążyłyśmy na pociąg i nie musiałyśmy czekać na następny 3 godzin. Dodam, że wtedy radio taxi nie było, a i złapanie taksówki proste nie było.

Dawno dawno temu

Pobierz ten tekst w formie obrazka
27 maja 2017, 16:22 przez katem (PW) | Skomentuj (1) | Do ulubionych
Głosów
0
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
0
Jechałam ostatnio pociągiem do szkoły na 10 lekcji, i, niestety, miałam przy sobie tylko 6.50, by kupić coś do jedzenia. W związku z tym, nie kupowałam niczego w pobliskiej Żabce, czekając, aż porządnie zgłodnieję. Gdy więc przyjechałam na swoją stację, byłam naprawdę głodna, a wiedziałam, że w domu najprawdopodobniej nie będzie nic ugotowanego. Poszłam zatem do ,,DeguStacji", mini-restauracji na mojej stacji kolejowej i mój wzrok natychmiast przykuło duże, pożywnie wyglądające ciasto. Niestety, za osiem złotych... Rzucam więc ostatnie spojrzenie na mój niedoszły posiłek, zastanawiając się, czy wytrzymam do wieczoru, kiedy mama wróci z zakupami, a wtedy pani zapytała, czy coś mi podać. Powiedziałam, że nic, bo nie mam wystarczająco pieniędzy, na co pani... sprzedała mi ciastko za 6.50, zamiast osiem złotych.

DeguStacja Głód Pieniądze

Pobierz ten tekst w formie obrazka
20 kwietnia 2017, 16:18 przez Obiwankasobi (PW) | Skomentuj (1) | Do ulubionych
Głosów
0
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
0
Zła młodzież, zepsuta młodzież.
Dzisiaj zauważyłam, że chyba jeszcze nie do końca. Na przystanku czekała grupa ludzi, kilkoro młodych (kilkanaście-dwadzieścia
lat) i jedna starsza pani. Przyjechał autobus, zatrzymał się, otworzył drzwi. Spodziewałam się wyścigu szczurów do wolnych siedzeń, a tu niespodzianka. Nikt z młodych nawet drgnął, wszyscy poczekali, aż pani wsiądzie, dopiero potem spokojnie powsiadali za nią.

Pobierz ten tekst w formie obrazka
25 maja 2017, 21:21 przez ejcia (PW) | Skomentuj | Do ulubionych
Głosów
0
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
0
Nie będzie to historia długa, ani bardzo skomplikowana. Większości zapewne także nie ściśnie za serce, dla mnie jednak był to wspaniały gest.

Otóż działo się to jakiś czas temu w mojej szkole. Należałoby także nadmienić, że mieszkam zagranicą, a historia miała miejsce za czasów, kiedy w kraju byłam świeżaczkiem. Niewiele rozumiałam, czy to z zasad w szkole panujących, czy też z języka, chociaż to akuratnie zależało w dużej mierze od sytuacji.
W każdym razie, byłam bardzo zestresowana wszystkim, co w wyżej wymienionej placówce się działo, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że człowiekiem byłam i jestem, dosyć nieśmiałym, ale równocześnie dumnym - chwilami aż za bardzo - więc zapytać, czy poprosić o coś było dla mnie niemal niemożliwym. Nadmienię także, że w mojej szkole funkcjonowały tak zwane planery, gdzie uczniowie zapisywali swoje zadania domowe, czy prywatne notatki; chociaż służyły one także nauczycielom do zapisywania w nich "uwag pisemnych" oraz usprawiedliwień, jednak nie będę się w to tutaj szczegółowo zagłębiać, ponieważ nie ma to aż tak dużego znaczenia dla historii. Ostatnią ważną informacją jest to, że za nieodrobienie zadania domowego uczniowie dostają kary.

Skoro przebrnęliśmy już przez ten przydługi wstęp, przejdźmy już do właściwego wątku...

Była to lekcja języka angielskiego. Właściwie dobiegała już końca. Ja jak zawsze, niezwykle spięta, uważnie słuchałam słów nauczycielki, by przypadkiem nie minąć się z jakąś istotną informacją.
I wtem, okazało się, że dostajemy zadanie domowe - stworzyć prezentację na komputerze i wysłać ją na email nauczycielki, który zapisała na tablicy. I tutaj pojawił się problem. Otóż posiadam ja sobie wadę wzroku. Może niezbyt dużą, jednak i tak udaje się jej uprzykrzać mi życie na każdym kroku. Jestem krótkowidzem. A jak można się spodziewać, tablica była dość daleko ode mnie. (Okulary oczywiście posiadam, ale w tamtej chwili były one zbyt słabe, bo wada się pogłębiła, a ja do okulisty miałam iść dopiero za kilka tygodni.)
Można sobie jedynie próbować wyobrazić moją panikę, kiedy o tym usłyszałam. A jak wcześniej wspomniałam - byłam zbyt nieśmiała, by zgłosić nauczycielce, że zwyczajnie nie widzę co tam nabazgrała. Krzywiłam się, zmieniałam ułożenie okularów, mrużyłam oczy, ale niewiele to dało. I tutaj z pomocą przyszedł mój przyjaciel, który siedział obok mnie. Najwyraźniej zauważył strach wymalowany na mojej twarzy. Bez słowa wziął mój planer, otworzył na stronie, gdzie normalnie znajdują się prywatne notatki - których ja nie prowadziłam, o czym także wiedział - i bez mrugnięcia okiem zapisał tam nieszczęsny adres mailowy nauczycielki, a następnie odwrócił się do mnie, uśmiechnął nieznacznie i odłożył planer na miejsce. Kilka chwil później otworzył swój własny i udawał wielce zadziwionego, że to jednak nie tam znalazła się notatka.
...Aktor z niego słaby, ale przyjaciel wspaniały.

#szkoła #przyjaciel #wadawzroku

Pobierz ten tekst w formie obrazka
2 czerwca 2017, 21:03 przez Swierzaczek (PW) | Skomentuj | Do ulubionych
Głosów
0
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
0
Moja córka ma epilepsję. "Nietypową", bo wywoływaną niespodziewanym hałasem. Tydzień temu, gdy czekałyśmy na zielone światło, dostała ataku po nagłym klaksonie tira. Atak był tak silny, że wyrwała dłoń z mojej dłoni(zawsze ją trzymam za rękę) i uderzyła z całą siłą bezwładu twarzą w chodnik. Efekt-złamany nos i otarcie twarzy. I tu pragnę podziękować: kierowcom samochodów, którzy nie zważając na ruch i swoje sprawy(sobota, wczesne południe), zatrzymali się, ruszając z pomocą. Strażakowi z Lublińca za fachową pomoc ratunkową i mieszkance pobliskiego domu za chęć pomocy. Dzięki Wam powstrzymałam krwotok i dotrwałam do przyjazdu karetki. Serdecznie dziękuję. Za człowieczeństwo.

Pierwsza pomoc wypadek

Pobierz ten tekst w formie obrazka
11 sierpnia 2017, 12:05 przez Ena68 (PW) | Skomentuj | Do ulubionych
Głosów
0
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
0
Studiowałam pielęgniarstwo. Wiązało się to m.in z zajęciami w szpitalu. Najpierw wykład na dany temat, a następnie wyprawa na oddział, żeby jeszcze raz przewałkować chorobę na przykładach konkretnych osób.
Opiekunka wprowadziła naszą grupę na salę z jednym chorym w śpiączce farmakologicznej i zaczęła opowiadać, że było bardzo źle, ale zastosowano takie a takie leczenie, jest wyraźna poprawa, będzie coraz lepiej.
Kiedy wyszłyśmy na korytarz zatrzymała nas i powiedziała, że to wszystko było nieprawdą. Jest źle, człowiek raczej nie przeżyje, ale ona przypuszcza, że on słyszy pomimo śpiączki. Nie może się poruszyć, ani w żaden sposób zareagować, ale słyszy. Ustaliła więc z całym personelem oddziału, aby na sali mówić same "motywujące" rzeczy, a cokolwiek złego za drzwiami, że może w ten sposób zmobilizują go do walki.
Trwało to długo, nasze zajęcia na tym oddziale się skończyły, ale od grupy, która była po nas dowiedzieliśmy się, że facet wyzdrowiał.

Pobierz ten tekst w formie obrazka
26 sierpnia 2017, 20:32 przez ejcia (PW) | Skomentuj (2) | Do ulubionych
Głosów
0
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
0
Dotychczas tylko czytałam, ale Anioł spotkał i mnie (może być troszkę przydługawo)

Dziś, około 5 rano, odwoziłam chłopaka do
Katowic na transport do miasta swojej pracy. Jechaliśmy sobie, aż tu nagle, ni z gruszki, ni z pietruszki, samochód stanął na drodze szybkiego ruchu, w ciemnym lesie, a do tego pod górkę i nie ruszył ponownie (okazało się, że brak benzyny, ale nie zapaliła się rezerwa, ani żadnego sygnału od samochodu, że sie kończy).
Tiry nas mijały 120 km/h, a my staliśmy na awaryjnych w połowie na pasie ruchu, a w połowie na poboczu. Auto ciężko było zepchnąć na bok, ale w końcu się udało.
Cóż było robić, wystawiłam trójkąt, zamknęłam samochodzik i ruszyliśmy poboczem, przy mijających nas z duża prędkością samochodach/tirach/ciężarówkach, w poszukiwaniu najbliższej stacji. Mieliśmy tylko latarkę, więc zapaliliśmy ją, by chociaż odrobinkę było nas widać.
Po jakimś czasie doszliśmy do sygnalizacji świetlnej i nagle zatrzymuje się parę metrów przed nami jakiś samochód. Pierwsze, co pomyślałam, że to policja i będzie mandat lub coś gorszego, za chodzenie po drodze szybkiego ruchu, bez odblasków i w ogóle. Z tyłu usłyszałam: "Mamy przerąbane!" Gdy zrównaliśmy się z tym samochodem, szyba zjechała w dół, a tam On, Anioł, który zapytał się czy nas podwieźć, byliśmy w ciężkim szoku, ale udało mi się wykrztusić: "Poprosimy na najbliższą stację".
Anioł zawiózł nas na stację, mało tego, wrócił z nami z powrotem, nadrabiając, według mnie, sporo kilometrów. Zostaliśmy przywiezieni aż do mojego autka, Anioł pomógł zatankować benzynę z kanistra, a potem czekał tak długo, aż w końcu moje auto ruszyło.
Poza: "Dziękuję!" nie chciał nic przyjąć.

Dlatego jeszcze raz wszem i wobec, chcę gorąco podziękować, za tą bezinteresowną pomoc, na ciemnej i zimnej drodze, między Tychami, a Katowicami.

Gorąco pozdrawiam Pana (prawdopodobnie z BMW), który nam pomógł.

Mam dług wdzięczności, ale następnym razem, to ja postaram się komuś pomóc.

awaria samochodu

Pobierz ten tekst w formie obrazka
8 lutego 2017, 20:57 przez Lidia (PW) | Skomentuj (5) | Do ulubionych
Głosów
0
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
0
Witajcie.
Chciałem podzielić się z Wami krotką historią o moich przyjaciołach.
Pracujemy razem na emigracji w jednej firmie - jest nas
czwórka. Staramy się wspierać na ile można ale - wiadomo - każdy ma swoją rodzinę i swój dom.
Ostatnio dopadła mnie przykra sytuacja - u żony zdiagnozowano raka płuc. Dopada co którąś rodzinę - wiadomo - lokalna tragedia.
Zbiegło się to z przenosinami - zmianą domu. Jako rezultat - okrakiem na dwóch domach, jazdy na diagnostyki (a uwierzcie mi - tu od pierwszych sygnałów od lekarza domowego, skierowanie na rentgen do pełnej diagnostyki (CT, MRI, scyntrygrafia, bronchoskopia, niecałe 3 tygodnie).
Niepewność w trakcie co to jest, potem werdykt... nieciekawie.
Krótko - przestałem ogarniać zdanie jednego domu, remont nowego, przenosiny , jazdy na badania...
Chłopaki jak się dowiedzieli - bez gadania - uzgodnili i przyszli na jeden dzień do starego domu i zapierdzielali ze mną równo kilka ładnych godzin by chatę przygotować do zdania. Pakowanie, przewalenie bambetli, malowanie, sprzątanie. Bez przerw... W wolny od pracy dzień gdzie mogli poświecić go na odpoczynek, rodziny...
Bez nich nie dał bym rady. Dodatkowo któryś zagadał z szefostwem i dostałem dodatkowy tydzień urlopu z firmy - w prezencie. Dzięki Wam chłopaki - Marcinie, Arku i Przemku - bez Was bym się zaorał i pewnie coś przegapił. Jesteście wspaniali.

Pobierz ten tekst w formie obrazka
31 stycznia 2017, 23:30 przez peryferia_emigracji (PW) | Skomentuj | Do ulubionych
Głosów
0
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
0
Wiecie co? Mam cudownego męża! Kocham Go i wiem, że on mnie też. A dlaczego?
Nie dlatego, że codziennie mi
to mówi – bo tego nie robi.
Nie dlatego, że codziennie przynosi mi bukiet kwiatów – tego też nie robi.
Ale dlatego, bo pomimo przypominania mi 15 razy przed wyjściem z domu na zakupy, że chodnik jest śliski i żebym uważała jak będę wychodzić z klatki to poczeka przed tą klatką, żeby podać mi rękę.
Bo gdy palnę że skończyły mi się płatki On będzie o tym pamiętał za 3 dni na zakupach, gdy ja zapomnę.
Bo gdy idziemy ruchliwą ulicą On wiedząc, że boję się przejeżdżającego TIRa, zatrzyma się i osłoni mnie własnym ciałem, żebym się nie bała.
Bo wiedząc, że zgubiłam się w centrum stolicy, gdyż pomyliłam tramwaje, zaraz po wyjściu ze szpitala zacznie biegać i szukać mnie między stacjami z rozładowanym telefonem, żeby upewnić się, że bezpiecznie dojadę do domu i chociaż wsiądę do odpowiedniego pociągu (skoro pomyliłam tramwaje).
Bo dzięki niemu wyszłam z ciężkiej depresji mając myśli samobójcze i mając napady histerii w których „bałam się” nawet Niego.
Bo pilnował, żebym wtedy brała leki – nie tak jak ja chcę – raz na zawsze, tylko tak jak powinnam – żeby się wyleczyć.
Bo potrafi zwolnić się z pracy, gdy tylko napiszę, że się gorzej czuję.

Okazywanie uczuć nie jest wtedy, gdy codziennie się to mówi, ale w takich prostych czynnościach.
I choć czasami wypije – jak to każdy chłop i wściekam się na niego do granic możliwości to nie zamieniłabym Go na nikogo innego.
Drogie Panie! Doceńcie swoich mężów, a nie tylko narzekacie, że znowu pijany, że wyszedł z kolegami, że znowu śpi po pracy. – zmęczony to śpi. A gdy jest pijany? Nie róbcie awantury tylko pomóżcie się rozebrać i bezpiecznie dogramolić Go do łóżka.
Bo przecież na tym polega miłość
Popatrzcie na to co dla Was robi, a nie tylko co mówi.

miłość mąż

Pobierz ten tekst w formie obrazka
23 stycznia 2017, 12:07 przez kwasiak (PW) | Skomentuj (5) | Do ulubionych
Głosów
0
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
0

Top miesiąca

Brak historii do wyświetlenia

Brak historii do wyświetlenia