Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Charakterek

Zamieszcza historie od: 27 lipca 2011 - 22:51
Ostatnio: 19 czerwca 2017 - 21:57
  • Historii na głównej: 10 z 10
  • Punktów za historie: 1361
  • Komentarzy: 6
  • Punktów za komentarze: 0
 
Opowiem Wam historię. Historia z Pandy - placówki, której pomagamy co jakiś czas. Swego czasu do placówki tej trafiło rodzeństwo. Dziewczynka (nazwijmy ją Klaudynka) i jej młodszy braciszek. Klaudynka miała nieco ponad 6 lat. Więc wylądowała na parterze, tam gdzie dzieci starsze. Młodszy braciszek był na pierwszym piętrze. Tam, gdzie maluchy. Rodzeństwo oczywiście widzi się codziennie, tylko śpią gdzie indziej. Nadeszły święta. A w owe święta pojawił się sponsor. Sponsor kazał dzieciakom narysować swe zabawkowe marzenia. Klaudynka narysowała lalkę Barbie w sukni balowej. Pragnęła taką od zawsze. Nadszedł czas prezentów. Każde dziecko dostało swoje marzenie. Prawie każde. Bo podczas rozdawania tragedia - nie ma lalki. Klaudynka nie ma prezentu. Co robić? Słodycze jakoś udało się skompletować. Udało się wyszukać misia i został jeden samochód - dziecko zostało już zabrane do nowej rodziny. Mówią Klaudynce jaka jest sytuacja, że miś jest świetny i że będzie ją kochał. Klaudynka zrozumiała. Ale wybrała samochód. Nastało ogólne zdziwienie. Dlaczego wzięłaś samochód?
- Dla braciszka. Bo wszystkie dzieci powinny mieć Mikołaja…
Oczywiście wszyscy dookoła się poryczeli, że takie małe dziecko, a takie wielkie serce. Na tym historia się zakończyła.
Do czasu. Byłem tam montować komputer, który zawiozłem dzieciakom (historię na pewno opiszę). Usłyszałem opowiadanie. Oczywiście wzruszyłem się, poznałem Klaudynkę. Dziewczynka przepiękna - jak z obrazka. I bardzo wrażliwa. Historię opisałem mailem i wysłałem do kolegi. I ja też zapomniałem o historii.
Jak się okazało to jeszcze nie koniec. Pewnego dnia przyszedł mail od kolegi, że prosi o mój adres. Mój mail został przetłumaczony i trafił do sklepu Amazon. Jakoś w dwa tygodnie później przychodzi paczka z USA. For Klaudynka. A tam w środku dwie przepiękne Barbie z mocno limitowanej serii. Po 200 dolarów każda. Opisałem historię w sieci i ruszyła lawina dobroci. Sklepy takie jak toys4boys, AMC Wrocław, Makieciarz, modelmania i inne allegrowe zaczęły nadsyłać zabawki. Uzbierało się tego za ponad 5 000 zł. Wszystkie przekazałem dla dzieci. A Klaudynka dostała swoje marzenie. Dobro wraca. Pamiętajcie. Klaudynka i braciszek znaleźli nowy dom. Poza granicami kraju. Ich nowi rodzice są zachwyceni rodzeństwem. Niechaj im Bóg sprzyja!

Dziękuję wszystkim kolegom, koleżankom i firmom, które przyczyniły się do tego, by ta wspaniała dziewczynka uśmiechnęła się promiennie! Dziękuję też wszystkim, którzy przekazali zabawki - to była lawina dobroci!

Panda dobroć siostra

Pobierz ten tekst w formie obrazka
24 stycznia 2012, 23:42 przez Charakterek (PW) | Skomentuj (2) | Do ulubionych
Głosów
259
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
259
Wspaniali kiedyś nie byli tymi wspaniałymi, jakich znasz teraz. Kiedyś zorganizowałem tu parę akcji zbiórek. Pieniążki poszły na dom dziecka Panda w Kozienicach. Dzięki zbiórce pieniędzy Panda otrzymała wspaniały komputer z 22 calowym monitorem (rok 2008) i drukarkę laserową do niego (rok 2009). W roku 2009 zrobiłem także akcję zbierania zabawek. Zebraliśmy tych zabawek za prawie 5000 zł i przekazałem Pandzie. Poszły tam także gry komputerowe (ponad setka), ubrania, słodycze... Dlaczego to piszę? Bo znów mamy akcję zbiórki dla dzieciaków.

Tym razem zbieramy na telewizory i kuchenkę elektryczną z piekarnikiem.

Rzeczy mamy załatwione po cenach bardzo atrakcyjnych (jeden telewizor zostanie przekazany za darmo LCD Sharp 37 cali) a drugi (plazma Panasonic 40 cali i kuchenka z płytą ceramiczną indukcyjną i piekarnikiem elektrycznym - są to wymogi - musi być elektryczne, nie może być gazu w budynku) mamy ugadane za nieco ponad 2000 zł. Więc jak widać - nie próżnujemy - ceny naprawdę kosmicznie niskie (w sklepie taki zestaw to ponad 5000 zł).

Do tego standardowo słodycze, ubrania, zabawki, gry planszowe (dzieci w wieku 0 - 18 lat chłopcy i dziewczęta). Na wpłaty założone jest specjalne konto. Resztę można przekazywać pod adres podany pod numerem konta do wpłat. Każdy pieniądz zostanie zagospodarowany. Nie będzie żadnych ogonków i nadpłat. Calutką sumę przeznaczymy dla domu dziecka. Całą akcję rozliczymy publicznie.

Kliknij w to zdanie, by przejść do tematu o Pandzie

Linek do akcji i wszystkich detali na bieżąco.

Pamiętaj - każdy może być wspaniały! A te dzieci są warte, by im dać troszkę szczęścia!

Pobierz ten tekst w formie obrazka
14 stycznia 2012, 17:40 przez Charakterek (PW) | Skomentuj | Do ulubionych
Głosów
59
(w tym negatywnych:
9
)
plus Wspaniałe
50
Historia z Callcenter, czyli jak poprawić teleoperatorce humor na cały dzień.

Rozmowa z potencjalnym klientem trwa już około pół godziny.
Próbuję go przekonać na wszelkie możliwe sposoby, bo ostatnio kiepsko szło. Na koniec Pan wypala:

- Umówmy się na telefon za tydzień, kupię ten sprzęt, jak dostanę kasę, może Pani robić zamówienie. Ale cholera Pani dobrze sprzedaje, ja to się niby znam na marketingu ale taki dar przekonywania? Wiem że Panią nagrywają, więc powiem (i głośno): PANIE SZEFIE PAN MA DAĆ TEJ PANI PODWYŻKĘ BO JAK NIE TO JESTEŚ PAN KUT*S!!

by Paula84 piekielni.pl

Pobierz ten tekst w formie obrazka
3 sierpnia 2011, 0:42 przez Charakterek (PW) | Skomentuj | Do ulubionych
Głosów
312
(w tym negatywnych:
20
)
plus Wspaniałe
292
Będąc kiedyś w Kłodzku postanowiliśmy wybrac się na zapiekankę. Był kiedyś na Armi Czerwonej taki bar, gdzie mimo plastikowych krzeseł i stolików (takich ogrodowych), szybko i smacznie podawano takie szybkie potrawy. No i pierogi i naleśniki mieli dobre. Idziemy całą bandą, było nas z 6 osób. Podchodzi taki typowy "na bułkę" smark i zaczyna:
-Jestem głodny proszę pana, pan da złotówkę (albo odpowiednik, bo to było jeszcze chyba za "starych" pieniędzy).
Ja już miałem cos mu wcisnąć w łapę, ale kolega Marek złapał mnie za rękę.
- Głodny jesteś? - mówi do chłopaczka. - To chodź z nami, coś ci postawimy.
Pewien byłem, że usłyszymy bluzga i młody sobie pójdzie, ale nie, wszedł z nami do baru. Dostał wolny wybór, zamówił zapiekankę. Siedzimy, nasze pierogi były pierwsze. Jemy wiec sobie, zerkamy na chłopaczka. Dostał swoją zapiekankę. jak zobaczyliśmy, jak ta biedaka rzuciła się na tą gorącą, prosto z pieca zapiekankę, to uwierzyliśmy w jego:
-Jestem głodny, proszę pana.
Dokupiliśmy mu jeszcze trochę tego jedzenia i coś do picia, bo by się mało nie udławił.
Od wtedy nauczyłem się podejścia mojego kolegi Marka do żebraków - daj mu jeść, ale nigdy nie daj pieniędzy. Te zużyje na wódę.

by longijoe piekielni.pl

Pobierz ten tekst w formie obrazka
3 sierpnia 2011, 0:42 przez Charakterek (PW) | Skomentuj | Do ulubionych
Głosów
199
(w tym negatywnych:
20
)
plus Wspaniałe
179
Historia nie piekielna jednak pokazująca, że kanar też człowiek (niestety nie każdy może takie miano dostać)
Do liceum dojeżdżałam do
sąsiedniego miasta, na całe szczęście jednym autobusem, Siłą rzeczy kanarów na tej linii znałam wszystkich z resztą oni też mnie znali. Niektórzy to nawet po jakimś czasie biletu nie chcieli.
Było to zakończenie roku szkolnego. Wracam do domu. odwalona jak dzik na święto lasu. Wchodzą kanary, było ich trzech, niestety znałam tylko jednego. Sięgam do torebki-ojoj nie mam portfela, będzie zonk. No nic. Podchodzi do mnie kanar:
[K]: Kontrola biletów. Bilecik poproszę
[Ja]: (z miną kota ze shreka) nie mam, zapomniałam całego portfela. (mina rozpaczy nr 1)
[K]: No to będzie mandacik. Dowodzik poproszę
[ja]: nie mam portfela a co za tym idzie dowodu także nie mam...
[K]: No to wzywamy policję w celu zweryfikowania danych...
Wtem czas podchodzi mój "wybawca" czyli drugi (znajomy) kanar
[K2]: Co jest jakiś problem?
[K]: Pani biletu nie ma ani żadnego dowodu tożsamości...
[K2]: Daj pani spokój. Ja panią znam. Zawsze ma bilet. (żartobliwym głosem) a świadectwo dobre?
[ja]:ttttt....tak. nawet dobre..
[K2]: no to w nagrodę za dobre świadectwo nie dostanie pani mandatu. ale proszę następnym razem uważać, bo może nie być tak wesoło.
[ja]: (uradowana jak dziecko)dziękuję panom bardzo. miłego dnia życzę :)

Jak widać nie każdy kanar jest zły. Ale niestety tych dobrych jest mniej :(

by huudaa piekielni.pl

Pobierz ten tekst w formie obrazka
3 sierpnia 2011, 0:43 przez Charakterek (PW) | Skomentuj | Do ulubionych
Głosów
169
(w tym negatywnych:
13
)
plus Wspaniałe
156
Będzie to moja pierwsza historia tutaj, mam nadzieję, że nie zbyt długa ;) Może nie zbyt piekielna, ale myślę, że mogę ją tu zamieścić.

Mieszkamy w Lesznie (70 tyś. mieszkańców, pod Poznaniem). Z faktu, iż jest to miasto w którym dość dużo pociągów się zatrzymuje, Leszno jest podzielone na dwie części: Zatorze (tu mieszkam, i jest to część, za dworcem) oraz Miasto i obrzeża (przed dworcem). Żeby z Zatorza do Miasta dostać się dość szybko, potrzeba przejechać przez wiadukt. To tyle informacji.

Akcja dzieje się z 2-3 lata temu. Grill z rodziną (wujek, ciocia i kuzynostwo) Siedzimy sobie, wuja z ojcem piją piwko, dzieci się bawią, ogólnie lajt. Przychodzi 21, trzeba się zwijać. Miło się rozstajemy i wujek z rodzina wracają do siebie (obrzeża). Oczywiście musieli przejechać przez wiadukt. Pech, a może szczęście, sami ocenicie, chciał, że w tył ich auta uderzyła kobieta. Lat ok.35, zadbana, ładne auto. Oczywiście babka przerażona - telefon do męża. Zjazd na bok i czekają. Po 10 minutach podjeżdża czerwone auto warte ok. 200 tysięcy. Szyba w dół, szybkie rozglądnięcie po stratach. Wujek podchodzi do szyby, nie zdążył nic powiedzieć, do ręki dostaje.. 1000 zł. (szkody wynosiły ok.300 zł)

-Starczy?- Tylko tyle usłyszał wuja, po czym pokiwał głową,a po chwili gostka nie było, a żona wsiadła do auta i odjechała.

Wydatki - 300 zł lakiernik, 700 zł w przód :D

PS: Pozdro dla miłego panna!

by Kacperus912 piekielni.pl

Pobierz ten tekst w formie obrazka
3 sierpnia 2011, 0:43 przez Charakterek (PW) | Skomentuj | Do ulubionych
Głosów
158
(w tym negatywnych:
33
)
plus Wspaniałe
125
Pierwsza historia, będzie krótko i na temat.
Wracam od siostry do domu, 60km. przede mną. Stoję na dworcu PKS w
malutkiej miejscowości. Godzina około 11., standardowa liczba osób - około 15-20 przy poczekalni i pod stojącym nieopodal przystankiem. Nagle ni stąd ni zowąd zaczyna coś stukać o metalową budkę poczekalni - odwracam się, patrzę a tam chłopak ma wywinięte do góry oczy, zaczyna się trząść i powoli osuwać po blaszanej ścianie poczekalni. Od razu intuicyjnie podbiegam, łapię go by nie poleciał na chodnik. Do mnie podbiegła około 20-letnia dziewczyna (ja mam 28 lat). Już chłopak bezpiecznie leży na chodniku, obca dla nas obu dziewczyna trzyma go za głowę, ja dzwonię na pogotowie i krótkimi hasłami mówię co trzeba: Nowy dworzec PKS, miejscowość, atak padaczki. Pani mówi, że już wysyła pogotowie, w między czasie tłumaczy co robić, żeby nie pozwolić żeby uderzał głową o chodnik, tłumaczy o pozycji bocznej i by obowiązkowo podłożyć coś pod głowę i pilnować by się nie zadławił językiem (do wszystkich wskazówek dostosowaliśmy się). Przyjeżdża pogotowie dosłownie po czterech minutach, oczywiście na sygnale. Wzięli chłopaka do środka, około 15. minut stali, w końcu zabrali go zapewne na izbę przyjęć. O co chodzi tu z piekielnymi? Nie jestem potężnym mężczyzną – mam jedynie 167cm wzrostu. Chłopak, który dostał ataku – tak na moje oko około 185cm i około 90kg wagi (kawał chłopa jednym słowem). Dziewczyna, która pomagała – też drobna osóbka. Dookoła było DUŻO osób, ale NIKT, powtarzam – NIKT nie podszedł nawet zapytać czy nie trzeba pomóc, a obrócenie takiej osoby było niewygodne.
Zacznijcie się interesować problemami ludzi, nie przechodźcie obok takich sytuacji obojętnie. Czy jesteś pewny, że Ty nie będziesz potrzebować takiej pomocy?
Kolejna sprawa - w imieniu chłopaka, którego atak złapał - dziękuję tym kierowcom, którzy zjeżdżali karetce na sygnale – tutaj liczą się minuty, nieraz nawet sekundy.

Po przeczytaniu tego artykułu poświęć proszę 10-15 minutek na przeczytanie kilku podstawowych informacji o udzielaniu pierwszej pomocy, zamiast na głupie, bezsensowne buszowanie po internecie.

by mariusek piekielni.pl

Pobierz ten tekst w formie obrazka
3 sierpnia 2011, 0:43 przez Charakterek (PW) | Skomentuj (5) | Do ulubionych
Głosów
162
(w tym negatywnych:
40
)
plus Wspaniałe
122
Historia sprzed kilku minut.
Jedyny większy sklep na naszym osiedlu to Biedronka, z której większość pracowników mieszka w okolicy. Stoję
w kolejce do kasy razem z moim trzyletnim synkiem. Młody wybrał sobie soczek i trzyma w rączce pieniądze, żeby zapłacić ( "ja siam"). Przed nami stoją dwie dziewuchy, na oko ok. 20 - letnie. Z nami nie ma już nikogo. Dziewczyny mają jakieś soki, piwo, chipsy i inne tego typu produkty, podzielone na dwie kupki - każda płaci za siebie. Kasjerka kasuje pierwszą z nich i w tym momencie dobija trzecia, nawet na mnie nie spojrzawszy ładuje się przede mnie ze swoimi zakupami.
Nie wytrzymałam i mówię do dziewuchy - Obowiązuje kolejka!
Popatrzyła tylko z głupkowatym uśmiechem i nie reaguje.
Zagotowało się we mnie, młody popatrzył wielkimi oczami - no bo jego soczek odepchnęła.
Nie zdążyłam zareagować, bo kasjerka skończyła kasować te dwie wcześniejsze dziewczyny, podniosła się, sięgnęła po soczek młodego ponad zakupami dziewuchy, skasowała i zagadała małego o pieniążki. Zignorowała kompletnie trzecią dziewuchę, która stała z rozdziawioną gębą. Młody zapłacił, pani kasjerka jeszcze mu resztę wydała i sobie z nim parę słów zamieniła, a dziewucha stała nadal jakby ją wmurowało.

Panią, która nas dzisiaj obsługiwała, spotykam na spacerach z pieskiem :) I serdecznie ją w tym miejscu pozdrawiam :)

by pasia251 piekielni.pl

Pobierz ten tekst w formie obrazka
3 sierpnia 2011, 0:43 przez Charakterek (PW) | Skomentuj (1) | Do ulubionych
Głosów
290
(w tym negatywnych:
20
)
plus Wspaniałe
270

1