Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

To nie końca będzie historia o wspaniałej osobie. To bardziej prośba do Was o bycie Wspaniałymi, choć przez chwilę...


Mam
dla was opowiadanie, dramat w trzech aktach.

Osoby:
Magda, główna bohaterka.

Akt 1. Przeszłość.

Magda prawie połowę dzieciństwa spędziła w domu dziecka. Po jego opuszczeniu nie miała gdzie się podziać, ponieważ jej jedyni bliscy, ciocia i wujek, zmagali się z własnymi problemami (alzheimer i stwardnienie rozsiane). Od gminy nie dostała żadnego mieszkania w którym mogłaby stanąć na nogi (nie znam szczegółów, nie wiem jak wyglądają procedury). Miała możliwość zamieszkania w lokalu TBS, ale do tego potrzeba było wpłacić kaucję. Ponieważ Magda nie miała tyle pieniędzy musiała wziąć kredyt. Niestety niedługo potem musiała opuścić mieszkanie tracąc część kaucji (nie ze swojej winy, różne czynniki się na to złożyły, pech, zrządzenie losu, nazwijcie to jak chcecie). Od tamtej pory błąkała się z kąta w kąt. Mimo trudności udało jej się ukończyć studia i znaleźć pracę, dzięki której mogła spłacać kredyt i inne zobowiązania które pojawiły się w międzyczasie.
Niestety rok temu jej ciocia zmarła, i Magda musiała zaopiekować się poważnie chorym wujkiem (SM) którym nie miał się kto zająć. Ponieważ choroba wujka była bardzo zaawansowana, wymagał on nieustannej opieki, i niezbędne było zatrudnienie osoby która by się nim opiekowała kiedy Magda była w pracy. Niestety koszty opieki nad wujkiem były ogromne i żeby je opłacić Magda musiała znaleźć drugą pracę.

Akt 2. Teraźniejszość.

Praca 16 godzin na dobę. Codziennie, także w weekendy i święta. Dojazdy do jednej pracy i drugiej. 4 godziny snu. Stres. Mimo pracy ponad siły ciągle na coś brakuje pieniędzy. Spłata kredytu, opłata za mieszkanie, koszt opiekunki, rachunki, a jeszcze trzeba coś jeść i kupić leki. Każdy tydzień to walka o życie, to wybór czy zapłacić rachunki, czy kupić coś do jedzenia. Wyczerpanie. Brak sił. Organizm już nie wytrzymuje obciążenia bez odpoczynku, psychika też zaczyna siadać. Jakiś czas temu pojawiły się problemy zdrowotne. Osłabienie, omdlenia, problemy z sercem. Magda kilka razy trafiła do szpitala po tym jak zemdlała idąc z jednej pracy do drugiej. Niedawno znowu zemdlała, podczas schodzenia ze schodów, i mocno się poobijała. W szpitalu zdiagnozowali u niej nerwicę serca i zalecili zmianę trybu życia, mniej pracy, mniej stresu, więcej odpoczynku. Ale jak się nie stresować, jak pracować mniej kiedy ciągle brakuje pieniędzy?

Akt 3. Przyszłość.

Brak. Przyszłość, plany, nadzieja, to tylko słowa, puste, bez znaczenia. Jak myśleć o przyszłości, jak planować, gdy 'jutro' jest niepewne? Jak wybiegać myślą w przód kiedy teraźniejszość krzykiem domaga się uwagi...



Magdę poznałem niedawno, już w Teraźniejszości. Z daleka, zwykła dziewczyna, niepozorna. Kiedy podejdzie się bliżej widać w niej ogromne zmęczenie. Podkrążone z wyczerpania oczy. Brak uśmiechu, nawet najlżejszej jego sugestii. W oczach widać... coś jeszcze się tli, ale boję się że niedługo nie będzie w nich widać nic.
Magda jest Wspaniałą osobą, głównie dla swojego wujka. Bohaterką, która daje z siebie więcej niż wszystko, niczego nie oczekując w zamian.
Nigdy o nic mnie nie prosiła mimo że zdaje sobie sprawę iż sama nie daje rady, i bardzo potrzebuje pomocy, jeszcze przepraszała że nie jest w stanie poświęcić mi wiele czasu, bo jest okropnie zmęczona.

Dzisiaj usłyszałem że lekarz powiedział jej że w obecnym trybie życia jej serce długo nie wytrzyma. Boję się o nią. Boję się że któregoś dnia nie wróci do domu, że upadnie ten ostatni raz i już nie wstanie.

Staram się pomagać jej jak mogę, udało się spłacić drobną część zaległych rachunków, ale ciągle dużo brakuje, a ja niestety mam ograniczone możliwości. Założyłem zbiórkę (https://pomagam.pl/pomozmyMagdzie) z nadzieją że w ten sposób uda się zebrać jakieś fundusze, ale już skończyli mi się znajomi i rodzina do których mógłbym napisać z prośbą o pomoc.

Dlatego piszę tutaj, do was, aby jak najwięcej ludzi dowiedziało się że jest potrzebne wsparcie.
Nie proszę o wiele. O symboliczną 'cegiełkę', 5 czy 10 zł (albo chociaż udostępnienie na facebooku). To naprawdę niewiele. Niektórzy z was pewnie więcej wydają na kawę w drodze do pracy. Albo na papierosy, czy piwo. Możecie pomyśleć "5zł? Szkoda zachodu, przecież to nic nie zmieni". I będziecie mieli rację, to niewiele zmieni. Ale wystarczy że dziesięć osób pomyśli "5zł? Jasne, może dziewczynie pomoże, a mi przecież nie ubędzie", i to już zmieni. A was jest przecież o wiele więcej, wystarczy że chociaż jeden procent z was pomyśli "Pomogę", a Magda będzie krok, a może kilka kroków bliżej odzyskania nadziei.

Za każde wsparcie będę ogromnie wdzięczny. Magda również.

Wiem że niektórzy z was po przeczytaniu mogą pomyśleć że to fejk, oszustwo, próba wyłudzenia czy żebranie. Do niczego was nie namawiam ani nie przymuszam, w pomocy chodzi o działanie z własnej woli. Proszę was, powstrzymajcie się zanim osądzicie i zaczniecie krzyczeć w komentarzach. Łatwo oceniać anonimowo i na odległość, nie znając drugiej osoby. Magda doświadczyła już zbyt wielu przykrości, nie dokładajcie kolejnych...
Jeśli macie wątpliwości, chcielibyście się czegoś dowiedzieć, proszę o wiadomość prywatną.

Być może komuś zapali się lampka "Zaraz zaraz, przecież ta cała Magda, o ile istnieje, nie musi wcale się opiekować wujkiem, przecież są różne ośrodki". Owszem, są ośrodki, ale koszt pobytu w zakładzie opiekuńczym gdzie naprawdę dbają o pensjonariusza przekracza koszt opiekunki, i znacznie wykracza poza możliwości Magdy. A ośrodki państwowe (nie twierdzę że wszystkie, ale gdzie znaleźć taki dobry?) to tak naprawdę umieralnie, zbyt mało personelu, niski poziom opieki.
Czy wy oddalibyście jedyną i ostatnią osobę z którą łączą was więzy krwi w takie miejsce? Gdzie być może przez kilka godzin nikt nawet nie zajrzy żeby sprawdzić czy chory jeszcze oddycha...

Tym którzy dotrwali do końca, dziękuję, a jeśli kogoś niechcący uraziłem, przepraszam.

Życie

Pobierz ten tekst w formie obrazka
8 kwietnia 2018, 23:17 przez takiotoja (PW) | Skomentuj (4) | Do ulubionych
Głosów
0
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
0
Dawno, dawno temu to było - za czasów słusznie minionych. Jechałyśmy wraz z siostrą z Bydgoszczy (od koleżanki) do Warszawy. Pociąg miałyśmy o 5.30. Wyruszyłyśmy z Wyżyn. Siedzimy na przystanku o godzinie 4.30 i czekamy na autobus na dworzec - trochę zaniepokojone czy zdążymy. Nagle podjeżdża milicja radiowozem - legitymują nas (a ja nieco przestraszona, bo milicja dobrej opinii nie miała). Niemniej jednak - dla rozładowania napięcia rzuciłem żartem " a może podwieźliby nas panowie na dworzec?". Panowie na to - "wsiadajcie". Wsiadłyśmy więc i zajechałyśmy na dworzec radiowozem. Podziękowałyśmy panom serdecznie - nic więcej od nas nie oczekiwali. W ten sposób zdążyłyśmy na pociąg i nie musiałyśmy czekać na następny 3 godzin. Dodam, że wtedy radio taxi nie było, a i złapanie taksówki proste nie było.

Dawno dawno temu

Pobierz ten tekst w formie obrazka
27 maja 2017, 16:22 przez katem (PW) | Skomentuj (6) | Do ulubionych
Głosów
0
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
0
Jechałam ostatnio pociągiem do szkoły na 10 lekcji, i, niestety, miałam przy sobie tylko 6.50, by kupić coś do jedzenia. W związku z tym, nie kupowałam niczego w pobliskiej Żabce, czekając, aż porządnie zgłodnieję. Gdy więc przyjechałam na swoją stację, byłam naprawdę głodna, a wiedziałam, że w domu najprawdopodobniej nie będzie nic ugotowanego. Poszłam zatem do ,,DeguStacji", mini-restauracji na mojej stacji kolejowej i mój wzrok natychmiast przykuło duże, pożywnie wyglądające ciasto. Niestety, za osiem złotych... Rzucam więc ostatnie spojrzenie na mój niedoszły posiłek, zastanawiając się, czy wytrzymam do wieczoru, kiedy mama wróci z zakupami, a wtedy pani zapytała, czy coś mi podać. Powiedziałam, że nic, bo nie mam wystarczająco pieniędzy, na co pani... sprzedała mi ciastko za 6.50, zamiast osiem złotych.

DeguStacja Głód Pieniądze

Pobierz ten tekst w formie obrazka
20 kwietnia 2017, 16:18 przez Obiwankasobi (PW) | Skomentuj (5) | Do ulubionych
Głosów
0
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
0
Zła młodzież, zepsuta młodzież.
Dzisiaj zauważyłam, że chyba jeszcze nie do końca. Na przystanku czekała grupa ludzi, kilkoro młodych (kilkanaście-dwadzieścia
lat) i jedna starsza pani. Przyjechał autobus, zatrzymał się, otworzył drzwi. Spodziewałam się wyścigu szczurów do wolnych siedzeń, a tu niespodzianka. Nikt z młodych nawet drgnął, wszyscy poczekali, aż pani wsiądzie, dopiero potem spokojnie powsiadali za nią.

Pobierz ten tekst w formie obrazka
25 maja 2017, 21:21 przez ejcia (PW) | Skomentuj (1) | Do ulubionych
Głosów
0
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
0
Nie będzie to historia długa, ani bardzo skomplikowana. Większości zapewne także nie ściśnie za serce, dla mnie jednak był to wspaniały gest.

Otóż działo się to jakiś czas temu w mojej szkole. Należałoby także nadmienić, że mieszkam zagranicą, a historia miała miejsce za czasów, kiedy w kraju byłam świeżaczkiem. Niewiele rozumiałam, czy to z zasad w szkole panujących, czy też z języka, chociaż to akuratnie zależało w dużej mierze od sytuacji.
W każdym razie, byłam bardzo zestresowana wszystkim, co w wyżej wymienionej placówce się działo, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że człowiekiem byłam i jestem, dosyć nieśmiałym, ale równocześnie dumnym - chwilami aż za bardzo - więc zapytać, czy poprosić o coś było dla mnie niemal niemożliwym. Nadmienię także, że w mojej szkole funkcjonowały tak zwane planery, gdzie uczniowie zapisywali swoje zadania domowe, czy prywatne notatki; chociaż służyły one także nauczycielom do zapisywania w nich "uwag pisemnych" oraz usprawiedliwień, jednak nie będę się w to tutaj szczegółowo zagłębiać, ponieważ nie ma to aż tak dużego znaczenia dla historii. Ostatnią ważną informacją jest to, że za nieodrobienie zadania domowego uczniowie dostają kary.

Skoro przebrnęliśmy już przez ten przydługi wstęp, przejdźmy już do właściwego wątku...

Była to lekcja języka angielskiego. Właściwie dobiegała już końca. Ja jak zawsze, niezwykle spięta, uważnie słuchałam słów nauczycielki, by przypadkiem nie minąć się z jakąś istotną informacją.
I wtem, okazało się, że dostajemy zadanie domowe - stworzyć prezentację na komputerze i wysłać ją na email nauczycielki, który zapisała na tablicy. I tutaj pojawił się problem. Otóż posiadam ja sobie wadę wzroku. Może niezbyt dużą, jednak i tak udaje się jej uprzykrzać mi życie na każdym kroku. Jestem krótkowidzem. A jak można się spodziewać, tablica była dość daleko ode mnie. (Okulary oczywiście posiadam, ale w tamtej chwili były one zbyt słabe, bo wada się pogłębiła, a ja do okulisty miałam iść dopiero za kilka tygodni.)
Można sobie jedynie próbować wyobrazić moją panikę, kiedy o tym usłyszałam. A jak wcześniej wspomniałam - byłam zbyt nieśmiała, by zgłosić nauczycielce, że zwyczajnie nie widzę co tam nabazgrała. Krzywiłam się, zmieniałam ułożenie okularów, mrużyłam oczy, ale niewiele to dało. I tutaj z pomocą przyszedł mój przyjaciel, który siedział obok mnie. Najwyraźniej zauważył strach wymalowany na mojej twarzy. Bez słowa wziął mój planer, otworzył na stronie, gdzie normalnie znajdują się prywatne notatki - których ja nie prowadziłam, o czym także wiedział - i bez mrugnięcia okiem zapisał tam nieszczęsny adres mailowy nauczycielki, a następnie odwrócił się do mnie, uśmiechnął nieznacznie i odłożył planer na miejsce. Kilka chwil później otworzył swój własny i udawał wielce zadziwionego, że to jednak nie tam znalazła się notatka.
...Aktor z niego słaby, ale przyjaciel wspaniały.

#szkoła #przyjaciel #wadawzroku

Pobierz ten tekst w formie obrazka
2 czerwca 2017, 21:03 przez Swierzaczek (PW) | Skomentuj (1) | Do ulubionych
Głosów
0
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
0
Moja córka ma epilepsję. "Nietypową", bo wywoływaną niespodziewanym hałasem. Tydzień temu, gdy czekałyśmy na zielone światło, dostała ataku po nagłym klaksonie tira. Atak był tak silny, że wyrwała dłoń z mojej dłoni(zawsze ją trzymam za rękę) i uderzyła z całą siłą bezwładu twarzą w chodnik. Efekt-złamany nos i otarcie twarzy. I tu pragnę podziękować: kierowcom samochodów, którzy nie zważając na ruch i swoje sprawy(sobota, wczesne południe), zatrzymali się, ruszając z pomocą. Strażakowi z Lublińca za fachową pomoc ratunkową i mieszkance pobliskiego domu za chęć pomocy. Dzięki Wam powstrzymałam krwotok i dotrwałam do przyjazdu karetki. Serdecznie dziękuję. Za człowieczeństwo.

Pierwsza pomoc wypadek

Pobierz ten tekst w formie obrazka
11 sierpnia 2017, 12:05 przez Ena68 (PW) | Skomentuj | Do ulubionych
Głosów
0
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
0
Studiowałam pielęgniarstwo. Wiązało się to m.in z zajęciami w szpitalu. Najpierw wykład na dany temat, a następnie wyprawa na oddział, żeby jeszcze raz przewałkować chorobę na przykładach konkretnych osób.
Opiekunka wprowadziła naszą grupę na salę z jednym chorym w śpiączce farmakologicznej i zaczęła opowiadać, że było bardzo źle, ale zastosowano takie a takie leczenie, jest wyraźna poprawa, będzie coraz lepiej.
Kiedy wyszłyśmy na korytarz zatrzymała nas i powiedziała, że to wszystko było nieprawdą. Jest źle, człowiek raczej nie przeżyje, ale ona przypuszcza, że on słyszy pomimo śpiączki. Nie może się poruszyć, ani w żaden sposób zareagować, ale słyszy. Ustaliła więc z całym personelem oddziału, aby na sali mówić same "motywujące" rzeczy, a cokolwiek złego za drzwiami, że może w ten sposób zmobilizują go do walki.
Trwało to długo, nasze zajęcia na tym oddziale się skończyły, ale od grupy, która była po nas dowiedzieliśmy się, że facet wyzdrowiał.

Pobierz ten tekst w formie obrazka
26 sierpnia 2017, 20:32 przez ejcia (PW) | Skomentuj (3) | Do ulubionych
Głosów
0
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
0
Dotychczas tylko czytałam, ale Anioł spotkał i mnie (może być troszkę przydługawo)

Dziś, około 5 rano, odwoziłam chłopaka do
Katowic na transport do miasta swojej pracy. Jechaliśmy sobie, aż tu nagle, ni z gruszki, ni z pietruszki, samochód stanął na drodze szybkiego ruchu, w ciemnym lesie, a do tego pod górkę i nie ruszył ponownie (okazało się, że brak benzyny, ale nie zapaliła się rezerwa, ani żadnego sygnału od samochodu, że sie kończy).
Tiry nas mijały 120 km/h, a my staliśmy na awaryjnych w połowie na pasie ruchu, a w połowie na poboczu. Auto ciężko było zepchnąć na bok, ale w końcu się udało.
Cóż było robić, wystawiłam trójkąt, zamknęłam samochodzik i ruszyliśmy poboczem, przy mijających nas z duża prędkością samochodach/tirach/ciężarówkach, w poszukiwaniu najbliższej stacji. Mieliśmy tylko latarkę, więc zapaliliśmy ją, by chociaż odrobinkę było nas widać.
Po jakimś czasie doszliśmy do sygnalizacji świetlnej i nagle zatrzymuje się parę metrów przed nami jakiś samochód. Pierwsze, co pomyślałam, że to policja i będzie mandat lub coś gorszego, za chodzenie po drodze szybkiego ruchu, bez odblasków i w ogóle. Z tyłu usłyszałam: "Mamy przerąbane!" Gdy zrównaliśmy się z tym samochodem, szyba zjechała w dół, a tam On, Anioł, który zapytał się czy nas podwieźć, byliśmy w ciężkim szoku, ale udało mi się wykrztusić: "Poprosimy na najbliższą stację".
Anioł zawiózł nas na stację, mało tego, wrócił z nami z powrotem, nadrabiając, według mnie, sporo kilometrów. Zostaliśmy przywiezieni aż do mojego autka, Anioł pomógł zatankować benzynę z kanistra, a potem czekał tak długo, aż w końcu moje auto ruszyło.
Poza: "Dziękuję!" nie chciał nic przyjąć.

Dlatego jeszcze raz wszem i wobec, chcę gorąco podziękować, za tą bezinteresowną pomoc, na ciemnej i zimnej drodze, między Tychami, a Katowicami.

Gorąco pozdrawiam Pana (prawdopodobnie z BMW), który nam pomógł.

Mam dług wdzięczności, ale następnym razem, to ja postaram się komuś pomóc.

awaria samochodu

Pobierz ten tekst w formie obrazka
8 lutego 2017, 20:57 przez Lidia (PW) | Skomentuj (5) | Do ulubionych
Głosów
0
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
0
Witajcie.
Chciałem podzielić się z Wami krotką historią o moich przyjaciołach.
Pracujemy razem na emigracji w jednej firmie - jest nas
czwórka. Staramy się wspierać na ile można ale - wiadomo - każdy ma swoją rodzinę i swój dom.
Ostatnio dopadła mnie przykra sytuacja - u żony zdiagnozowano raka płuc. Dopada co którąś rodzinę - wiadomo - lokalna tragedia.
Zbiegło się to z przenosinami - zmianą domu. Jako rezultat - okrakiem na dwóch domach, jazdy na diagnostyki (a uwierzcie mi - tu od pierwszych sygnałów od lekarza domowego, skierowanie na rentgen do pełnej diagnostyki (CT, MRI, scyntrygrafia, bronchoskopia, niecałe 3 tygodnie).
Niepewność w trakcie co to jest, potem werdykt... nieciekawie.
Krótko - przestałem ogarniać zdanie jednego domu, remont nowego, przenosiny , jazdy na badania...
Chłopaki jak się dowiedzieli - bez gadania - uzgodnili i przyszli na jeden dzień do starego domu i zapierdzielali ze mną równo kilka ładnych godzin by chatę przygotować do zdania. Pakowanie, przewalenie bambetli, malowanie, sprzątanie. Bez przerw... W wolny od pracy dzień gdzie mogli poświecić go na odpoczynek, rodziny...
Bez nich nie dał bym rady. Dodatkowo któryś zagadał z szefostwem i dostałem dodatkowy tydzień urlopu z firmy - w prezencie. Dzięki Wam chłopaki - Marcinie, Arku i Przemku - bez Was bym się zaorał i pewnie coś przegapił. Jesteście wspaniali.

Pobierz ten tekst w formie obrazka
Głosów
0
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
0

Top miesiąca

Brak historii do wyświetlenia

Brak historii do wyświetlenia