Profil użytkownika
olciap7
| Zamieszcza historie od: | 30 stycznia 2012 - 16:38 |
| Ostatnio: | 30 stycznia 2012 - 20:10 |
- Historii na głównej: 1 z 1
- Punktów za historie: 60
- Komentarzy: 0
- Punktów za komentarze: 0
Pewnego dnia ja, moja koleżanka i kolega mieliśmy dużo szczęścia i spotkaliśmy pomocnych ludzi. Chętnie opowiem Wam o tym popołudniu.
W planie lekcji zajęcia powinniśmy kończyć o 16:30. Mieszkamy we wsi odległej od szkoły kilka kilometrów. A rozkład jazdy przedstawiał się następująco: 16:19, 17.19, 18:44. Godzina czekania nie zbawiłaby nas, gdyby nie to, że był mroźny, pochmurny dzień. I godzina wyczekiwania na MKS, byłaby dla nas "morderstwem".
Tuż, przed zajęciami artystycznymi zapytaliśmy nauczycielki, czy byłaby możliwość zwolnienia 15 minut przed lekcją z powodu niedogodnie rozłożonego rozkładu jazdy i dużej odległości od domu. Wyrozumiała pani zgodziła się, mimo, że takie zwalnianie jest niezgodne z regulaminem szkoły, po prostu mogła by mieć problemy. Pojawił się drugi problem (już nie tak duży), na tej lekcji rysowaliśmy prace, która ma duży wpływ na ocenę końcową z tegoż właśnie przedmiotu. Możliwość jej ukończenia przed końcem lekcji (45 minut na namalowanie) była mała, a co dopiero przed naszym wyjściem (25 minut na malowanie). Wspaniałomyślność Pani była nie do opisania, pozwoliła nam zabrać prace i dokończyć w domu (kolejne złamanie regulaminu). Jakże uradowani, przebieramy się w szatni. I na luzie idziemy na przystanek autobusowy. Wychodząc ze szkoły zauważamy nasz autobus, który minął własnie nasz przystanek. Do kolejnego mamy 250 metrów, jest możliwość minięcia MKS i pojawieniu się przed nim na przystanku? Prawie niemożliwe. Ale z racji tego, że jesteśmy zwariowaną grupą znajomych, dajemy się ponieść ochocie znalezienia się szybko w milutkim i cieplutkim domku, więc rzucamy się do biegu. Ależ szczęście! Światła zatrzymały nasz środek transportu. Biegnąc co tchu w piersiach mijamy autobus, jeszcze tylko jakieś 150 metrów do przystanku. Ale jak to na światłach i nas zatrzymuje czerwone. Zielone dla MKS-u! Sekundę po nim dla nas! Zrywamy się! I ku naszemu zdziwieniu pan kierowca, zwraca na nas uwagę i z sympatycznym wyrazem twarzy pokazuje nam ręką, że byśmy nie dawali za wygraną i biegli, on na nas poczeka. Oczywiście, nasz kolega zaprawiony w bojach pierwszy dotrze na przystanek. Ale coś mu przeszkodziło. Wszystkie książki wyleciały mu z plecaka na środku chodnika, a do przystanku z czekającym już autobusem 10 metrów. Dobiegamy do kolegi, pomagamy zbierać cholerną makulaturę. Wsiadamy do MKS-u i upajamy się ciepłem i myślą o domku. Kompletnie wyleciało nam z głowy, by podziękować wybawicielowi. I przez kolejne kilka dni męczyło mnie to strasznie. Aż do dnia, gdy inny kolega ze szkoły pisze do mnie słowa o następującej treści: "Trzeba wcześniej wychodzić, żeby zdążyć na autobus". Ja kompletnie nie wiem o co chodzi, ale po jakimś czasie, wszystko się wyjaśniło i kierowcą okazał się właśnie tata kolegi, który opowiedział synowi o zdarzeniu,a ten bystrze powiązał fakty i ot tak dowiedział się o całej sytuacji. Złożyłam szczere podziękowania dla życzliwego pana kierowcy za pośrednictwem syna i teraz mogę spać spokojnie. Oby więcej takich ludzi! Bardzo zaskoczył mnie taki gest, tym bardziej, że kilka dni wcześniej pewien kierowca zachował się tak chamsko wobec mnie i moich znajomych, że prawie straciłam wiarę w ludzką życzliwość.
W planie lekcji zajęcia powinniśmy kończyć o 16:30. Mieszkamy we wsi odległej od szkoły kilka kilometrów. A rozkład jazdy przedstawiał się następująco: 16:19, 17.19, 18:44. Godzina czekania nie zbawiłaby nas, gdyby nie to, że był mroźny, pochmurny dzień. I godzina wyczekiwania na MKS, byłaby dla nas "morderstwem".
Tuż, przed zajęciami artystycznymi zapytaliśmy nauczycielki, czy byłaby możliwość zwolnienia 15 minut przed lekcją z powodu niedogodnie rozłożonego rozkładu jazdy i dużej odległości od domu. Wyrozumiała pani zgodziła się, mimo, że takie zwalnianie jest niezgodne z regulaminem szkoły, po prostu mogła by mieć problemy. Pojawił się drugi problem (już nie tak duży), na tej lekcji rysowaliśmy prace, która ma duży wpływ na ocenę końcową z tegoż właśnie przedmiotu. Możliwość jej ukończenia przed końcem lekcji (45 minut na namalowanie) była mała, a co dopiero przed naszym wyjściem (25 minut na malowanie). Wspaniałomyślność Pani była nie do opisania, pozwoliła nam zabrać prace i dokończyć w domu (kolejne złamanie regulaminu). Jakże uradowani, przebieramy się w szatni. I na luzie idziemy na przystanek autobusowy. Wychodząc ze szkoły zauważamy nasz autobus, który minął własnie nasz przystanek. Do kolejnego mamy 250 metrów, jest możliwość minięcia MKS i pojawieniu się przed nim na przystanku? Prawie niemożliwe. Ale z racji tego, że jesteśmy zwariowaną grupą znajomych, dajemy się ponieść ochocie znalezienia się szybko w milutkim i cieplutkim domku, więc rzucamy się do biegu. Ależ szczęście! Światła zatrzymały nasz środek transportu. Biegnąc co tchu w piersiach mijamy autobus, jeszcze tylko jakieś 150 metrów do przystanku. Ale jak to na światłach i nas zatrzymuje czerwone. Zielone dla MKS-u! Sekundę po nim dla nas! Zrywamy się! I ku naszemu zdziwieniu pan kierowca, zwraca na nas uwagę i z sympatycznym wyrazem twarzy pokazuje nam ręką, że byśmy nie dawali za wygraną i biegli, on na nas poczeka. Oczywiście, nasz kolega zaprawiony w bojach pierwszy dotrze na przystanek. Ale coś mu przeszkodziło. Wszystkie książki wyleciały mu z plecaka na środku chodnika, a do przystanku z czekającym już autobusem 10 metrów. Dobiegamy do kolegi, pomagamy zbierać cholerną makulaturę. Wsiadamy do MKS-u i upajamy się ciepłem i myślą o domku. Kompletnie wyleciało nam z głowy, by podziękować wybawicielowi. I przez kolejne kilka dni męczyło mnie to strasznie. Aż do dnia, gdy inny kolega ze szkoły pisze do mnie słowa o następującej treści: "Trzeba wcześniej wychodzić, żeby zdążyć na autobus". Ja kompletnie nie wiem o co chodzi, ale po jakimś czasie, wszystko się wyjaśniło i kierowcą okazał się właśnie tata kolegi, który opowiedział synowi o zdarzeniu,a ten bystrze powiązał fakty i ot tak dowiedział się o całej sytuacji. Złożyłam szczere podziękowania dla życzliwego pana kierowcy za pośrednictwem syna i teraz mogę spać spokojnie. Oby więcej takich ludzi! Bardzo zaskoczył mnie taki gest, tym bardziej, że kilka dni wcześniej pewien kierowca zachował się tak chamsko wobec mnie i moich znajomych, że prawie straciłam wiarę w ludzką życzliwość.
kierowca autobus spoznienie przystanek szkola
1
« poprzednia 1 następna »
