Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Logowanie
X  
Login:
Hasło:
 
  Nie masz konta? Zarejestruj się
Zapomniałeś hasła? Odzyskaj hasło
Nie dostałeś linku aktywacyjnego? Wyślij go ponownie
 
Profil użytkownika

Trotyl

Zamieszcza historie od: 19 lutego 2012 - 1:25
Ostatnio: 6 maja 2012 - 22:00
  • Historii na głównej: 1 z 1
  • Punktów za historie: 67
  • Komentarzy: 2
  • Punktów za komentarze: 0
 
Wydarzenie to miało miejsce parę lat temu na jednej z ruchliwszych ulic Berlina. Razem z ojcem jeździmy od czasu do czasu na parę godzin powędrować po tym mieście (mieszkamy blisko granicy polsko-niemieckiej, więc takie wypady nie stanowią żadnego problemu natury logistycznej).
Podczas jednego takiego pobytu spacerujemy sobie przy niemal kultowej ulicy Berlina - "Unter den Linden" (pol. "Pod Lipami"). W pewnym momencie wyprzedzają nas na rowerach ojciec i syn. Synek mógł mieć góra siedem-osiem lat. Jechali dość szybko. Kiedy byli dobrych kilkanaście metrów od nas, synkowi wypadł z kurtki telefon. Ludzie, którzy szli przed nami, udawali, że problemu nie ma, nic nie widzieli, idą dalej. Podchodzimy z ojcem do zguby. Ojciec podnosi, ogląda. Widać, że telefon pierwsza klasa. Dla nas, dla ludzi zza Odry, był to wówczas z pewnością szczyt marzeń. No nic, patrzymy i zastanawiamy się, co robić. Rowerzyści zniknęli już z pola widzenia, a my zaś jesteśmy tu turystami, którzy potrafią operować co najwyżej polskim dialektem niemieckiego, zwanym gdzieniegdzie "kuken-machen". Nawet z pójściem na policję byłby kłopot. Trudno, nic nie poradzimy, na razie idziemy dalej. Skręciliśmy w jakąś uliczkę, wtem dzwoni telefon. Na wyświetlaczu: "Papa". Jak tu odebrać, skoro żaden z nas nie potrafi nic nawet wydukać czegoś? Nie odbieramy. I tak parę razy. Być może rowerzysta-ojciec uznał, że skoro nikt nie odbiera, to telefon dalej leży sobie na chodniku, bo parę minut później, kiedy postanowiliśmy się jeszcze cofnąć na Unter den Linden, mignęły nam sylwetki poszukiwanych. Przeszukiwali chodnik, kiedy podeszliśmy do nich i mój ojciec bez słowa wręczył ojcu-rowerzyście zgubę. Reakcja Niemca nie do opisania. Widać było, że się ucieszył. I to bardzo. Wyciągnął portfel i wręczył mojemu ojcu 10 €. Ale tu nie chodzi o te pieniądze. Poczucie, że się komuś pomogło, to największa nagroda, jaką można dostać. Tym większa także z jeszcze jednego powodu. Te pan złego słowa już na Polaków nie powie (no, przynajmniej nie na wszystkich). Podczas całej sceny coś tam z ojcem mówiliśmy do siebie w naszym rodzimym języku, tak że nasz "rozmówca" pewnie się zorientował, z kim ma do czynienia. I w taki sposób możemy naprawiać naszą nędzną reputację. Polak to nie zawsze złodziej i paser.

Pobierz ten tekst w formie obrazka
19 lutego 2012 - 1:27 przez Trotyl (PW) | Skomentuj (0) | Do ulubionych
Głosów
67
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
67

1