Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Logowanie
X  
Login:
Hasło:
 
  Nie masz konta? Zarejestruj się
Zapomniałeś hasła? Odzyskaj hasło
Nie dostałeś linku aktywacyjnego? Wyślij go ponownie
 

Top historii


Jako świeży narybek pewnej firmy produkującej części do samochodów odbywałam pierwszą zmianę myjąc plastikowe wytłoczki na części... w nocy na dworze przy minusowej chyba temperaturze. Pod ubraniami roboczymi miałam założone wszystko w czym chodziłam "cywilnie" łącznie z kurtką mimo to strasznie marzłam czyszcząc plastiki szmatą i wodą która nie dość ze szybko zyskała kolor kałuży to szybko stygła. Na szczęście z pomocą przyszedł mi chłopak z magazynu:) Najpierw dał mi porządne rękawice gumowe które mi tak szybko nie pękały na dłoniach, zaproponował ukrycie się na hali w celu ogrzania się, zaproponował kawę a nawet ubrał mnie w firmową puchową kurtkę. Dzięki Tobie nie zamarzłam na sopelek :)

praca

Pobierz ten tekst w formie obrazka
4 kwietnia 2012 - 11:05 przez ~Wasp | Skomentuj (0) | Do ulubionych
Głosów
39
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
39
Historia krótka jeszcze z 2011, a mianowicie okresu przedświątecznego.

Otóż jak co roku, w klasie organizuje się wigilię klasową, a
że ja chciałem być miły chłop, to poszedłem do jednej z najlepszych kwiaciarni w mieście i zamówiłem kilka kwiatów, dla nauczycielki i dwóch przyjaciółek (Fakt, więcej nie mam, ale wystarczą mi takie osoby). Kiedy z panią przeszliśmy już na temat odbioru, usłyszałem, że kwiaciarnia otwarta od 8, a ja właśnie na 8 potrzebowałem, bo musiałem być szybciej w szkole. Cóż, powiedziałem jaki jest problem i już w głowie miałem obraz tekstu, że nie ma wyjątków, trzeba było myśleć wcześniej i takie tam, ale nie! Pani, jako miła osoba z natury, nie tylko przez atmosferę świąt, odparła, że przyjedzie specjalnie na 8 by przekazać zamówienie. Jak się na następny dzień dowiedziałem w kwiaciarni, pani ta jest znajomą mojego taty, więc są i nowe znajomości.

To tyle odnośnie przygód z kwiatami, ale chcę jeszcze bardzo podziękować paniom z portierni w mojej szkole za to, że przechowały mi kwiaty na święta oraz prezenty na dzień kobiet (Co jak co, reszta klasy nie kiwnie nawet palcem, by coś zorganizować, więc muszę szukać pomocy gdzie indziej). Dzięki tym paniom wiem, że jak mam jakiś problem z rzeczami czy też chcę porozmawiać, to mogę śmiało przyjść.

PS. Byłbym zapomniał... Chcę również podziękować za komplementowanie mnie przy innych nauczycielach/osobach z góry oraz przedstawianie mnie jako najkulturalniejszego ucznia w całej szkole. Nie trzeba, ale bardzo dziękuję, to miło z pań strony, nadają mi panie chęci do wstawania rana i wybierania się na kilka godzin lekcji.

Szkoła :)

Pobierz ten tekst w formie obrazka
3 kwietnia 2012 - 16:18 przez TheReticullum (PW) | Skomentuj (0) | Do ulubionych
Głosów
33
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
33
Z góry chciałbym bardzo pozdrowić panią kasjerkę za miłą atmosferę ze sklepu MM, z czego pierwszy człon nazwy to nazwa gry o typowym hydrauliku.

Otóż dziś mój dzień nie zapowiadał się kolorowo i chodziłem po szkole jako kłębek nerwów. Po szkole wracałem z kolegą tą samą drogą i postanowiliśmy zajść do wyżej wymienionego marketu, a że był upał, to udaliśmy się do lokacji, gdzie można znaleźć coś na ochłodę. Wraz z kolegą kupiliśmy po lodzie, i uwaga, wisienka na torcie... Ja jako iż byłem zakręcony przez cały dzień, (Nerwy robią swoje) kiedy mieliśmy zmierzać ku kasie, ja geniusz otworzyłem swój "obiad" - wierzcie mi na słowo, mój wyraz twarzy zwalał z nóg - ale nic, co się stało to się nieodstanie i tak załamani, a zarazem rozbawieni sytuacją poszliśmy do kasy, gdzie przemiła pani kasjerka zamieniła kilka słów i bez nerwów skasowała zakup.

Nie wiem, czy tam się płaci karę za takie przewinienia, czy nie, ale jednak jestem bardzo wdzięczny pani z kasy dzięki której uniknąłem niepotrzebnego zamieszania jakie mogłoby wtedy wybuchnąć.

Sklep MM

Pobierz ten tekst w formie obrazka
3 kwietnia 2012 - 16:07 przez TheReticullum (PW) | Skomentuj (1) | Do ulubionych
Głosów
21
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
21
Historia sprzed kilku lat, początek czerwca, upał, ja w ciąży (ósmy miesiąc). Musiałam pojechać załatwić jakąś sprawę. W tramwaju tłok, miejsc siedzących brak, miejsca stojące przy siedzeniach też zajęte, więc trzymam się obiema rekami poręczy przy suficie pojazdu, stojąc na palcach (158 cm wzrostu nie pomaga). Obok mnie mężczyzna z gatunku stałych rezydentów Dworca Chaosu, mocno zarośnięty i sprawiający wrażenie lekko nieświeżego. Delikatnie próbuje odsunąć się od niego, a on patrzy na mnie i mówi:
- W pani stanie bardzo niezdrowo jest trzymać ręce w górze, pewnie ósmy miesiąc, prawda? Zaraz spróbuję coś dla pani wykombinować.
Po czym w grzecznych, acz stanowczych słowach polecił panu w garniturze, aby ustąpił miejsca kobiecie w ciąży i dzięki temu resztę drogi przebyłam w dużo lepszych warunkach. Oczywiście serdecznie podziękowałam, sama przed sobą wstydząc się, że oceniłam człowieka wyłącznie po wyglądzie.

ciąża upał tramwaj

Pobierz ten tekst w formie obrazka
3 kwietnia 2012 - 12:28 przez ~Merigold | Skomentuj (0) | Do ulubionych
Głosów
90
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
90
Mieszkamy w trójkę w pokoju w akademiku. [P], [J] i ja, czyli [M]. Pewnego zimowego i ponurego dnia miałem dużo zajęć; w czasie przerwy przyszedłem do akademika coś zjeść. Powitał mnie [P] tymi słowami:

- Jak was nie było, wchodzę do pokoju, a tam jakiś facet stoi na balkonie, taki starszy chyba nawet. Zaglądał do nas przez szybę. Jak mnie zobaczył, zaczął uciekać, przeskakując z balkonu na balkon. Wybiegłem za nim, ale go nie złapałem! Nie wiem nawet jak to możliwe, ale uciekł!

Tu trzeba nadmienić, iż latem czasem się zdarzało, że imprezowicze chodzili po naszym balkonie (mieszkamy na wysokim parterze), ale żeby zimą? I że [P] go nie dorwał... Sprawny ten dziad musiał być... Zboczeniec jakiś pewnie...

O całej sprawie zapomniałem. Wieczorem wrócił też [J] i usłyszałem historię z ust [P] po raz drugi. Było to dla nas bardzo dziwne. Do tego stopnia, że nabijaliśmy się z [P], że może powinien dilera zmienić, bo głupoty wygaduje itp. Po jakimś czasie, zmęczeni kładziemy się spać. Nagle podnoszę swoją poduszkę i patrzę... a tu czekolada Milka, duża 300g. [J] to samo. Też znajduje pod poduszką taką czekoladę. Pytamy [P], o co chodzi, czy to on zrobił nam prezent, a [P] na to:
- To nie ja. Przecież mówiłem wam, że jakiś dziadek tu skakał po balkonach dzisiaj.
Wtedy skojarzyliśmy, że był szósty grudnia i wszystko stało się logiczne. Podziękowaliśmy [P] serdecznie, a czekolady zjedliśmy oczywiście wspólnie... Następnych kilka ponurych dni na uczelni minęło jakoś milej.

[P], jeśli to kiedyś przeczytasz, to wiedz, że cały czas pamiętamy o tym i jeszcze raz bardzo Ci za miły prezent dziękujemy...

akademik studia zima

Pobierz ten tekst w formie obrazka
2 kwietnia 2012 - 18:53 przez ~fornix | Skomentuj (0) | Do ulubionych
Głosów
60
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
60
Przypomniała mi się jeszcze jedna historia o wspaniałym człowieku, który oszczędził mi kilkukilometrowego spacerku z rowerem u boku. Otóż gdy przemierzałam pewną wieś, najzwyczajniej w świecie zepsuł mi się rower. Odpadł pedał, jakkolwiek abstrakcyjnie i niedorzecznie by to nie brzmiało. Zdążyłam się jedynie zatrzymać i pomyśleć "Jak ja wrócę do domu?", kiedy z podwórka, obok którego stałam jak sierotka, zastanawiając się co mam teraz zrobić, wyszedł pewien Pan. Nawet nie pytając czy potrzebuję pomocy (to chyba było widać po moim bezradnym wyrazie twarzy)ocenił sytuację, poszedł do swojego garażu i po chwili już przykręcał nieszczęsny pedał. Wystarczyło na dotarcie do domu. Zupełna bezinteresowność i dobroć tego Pana sprawiła, że zrobiło mi się cieplej na sercu i jeszcze raz chciałabym mu podziękować. Jak dobrze, że są jeszcze tacy ludzie!

zepsuty rower

Pobierz ten tekst w formie obrazka
1 kwietnia 2012 - 18:55 przez podkowka (PW) | Skomentuj (0) | Do ulubionych
Głosów
43
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
43
Niby drobnostka, a jednak poprawia humor.
W walentynki, święto ochrzczone mianem kiczu i sztuczności, było mi dane spotkać naprawdę miłego
człowieka. Musiałam w tenże dzień skorzystać z transportu publicznego, jakim jest tramwaj, a że obok "mojego" przystanku nie ma żadnego kiosku ani miejsca, gdzie można zakupić bilet, podeszłam do motorniczego z zamiarem kupienia magicznej karteczki chroniącej przed wpisaniem do rejestru dłużników właśnie u niego. Często spotykam się w takiej chwili z odburknięciem pokroju "Nie mam biletów, Pani se mogła lecieć do centrum miasta i kupić bilet, bo przecież Pani wiedziała tydzień wcześniej, że Pani będzie akurat dzisiaj jechać tramwajem"(smutne, ale prawdziwe), jednak tym razem Pan się jedynie uśmiechnął i podał mi bilet. Jako że wtedy ulgowy kosztował 90 gr to podaję mu złotówkę, a on mi na to, że nie ma wydać. Ja też nie miałam przy sobie groszowych nominałów, więc już miałam zamiar odejść, to przecież tylko 10gr "przepłacenia". Pan jednak się chwilkę zastanowił, po czym oddał mi tę moją nieszczęsną złotówkę i z uśmiechem stwierdził, że "Ten bilecik to na walentynki". Podziękowałam, a dobry humor nie opuszczał mnie do końca dnia. Takie drobnostki naprawdę przywracają wiarę w ludzkość. :)

motorniczy tramwaj bilet walentynki

Pobierz ten tekst w formie obrazka
1 kwietnia 2012 - 9:47 przez ~podkowka | Skomentuj (0) | Do ulubionych
Głosów
54
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
54
Mieszkam na Podhalu, ale nie jestem góralką. Być kimś takim, to jeszcze gorzej niż być ceprem. Ani swój, ani obcy. Ale co zrobić, żyję tu już całe moje życie i nie narzekam. Historia ma być jednak o wspaniałych, a nie piekielnych, więc do rzeczy. Czasem człowiek gdzieś się ruszy i pojedzie na wakacje. Nad morze na przykład. No i szok. Ludzie uprzejmi, uśmiechnięci i tacy... niegóralscy.
Na Helu byliśmy w fokarium, chcieliśmy jeszcze skoczyć do latarni, ale coś pomieszaliśmy, nie wiemy gdzie jechać, mąż się zatrzymał, gapimy się w plan. Z parkingu wychodzi (na drogę) pan parkingowy i pyta, gdzie chcemy jechać, bo jak do fok, to na parking do niego, a jak do latarni, to trzeba jechać tam i tam (i tu tłumaczy). Stoi na drodze, trochę ruch blokuje, ale nikt na niego nie trąbi... Na koniec uśmiech, życzenia udanego wypoczynku, pomachanie do reszty kierowców...
Dla nas szok.
Mamy wyjeżdżać. O 10, ale nam schodzi: pakowanie, oddanie domku, w końcu wsiadamy. Właściciel domków cierpliwie czeka, jak się załadowaliśmy, wsiada w swoje auto i jedzie przed nami. Okazuje się, że na jedynej drodze wyjazdowej jest remont i on pojechał po to, żeby wypertraktować dla nas z robotnikami szybki przejazd (potem zawrócił). Czysta bezinteresowność (co go to ruszało czy będziemy tam czekać?).
Widzicie górala w takich rolach...?
Ech, szkoda tylko, że nad morzem nie ma gór ;-)

bezinteresowność

Pobierz ten tekst w formie obrazka
31 marca 2012 - 11:18 przez ~Any | Skomentuj (1) | Do ulubionych
Głosów
57
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
57
Nienawidzę moherów. Przysięgam, że nienawidzę ich z całego serca. Nie mówię o wszystkich, mam na myśli stare babcie w kapilindrach przykrywających siwe włosy (albo różowe, z takimi też się spotkałam), które o 7:00 stoją na przystanku o każdej porze roku i jeżdżą (chciałam napisać, że Sami Wiecie Gdzie, ale czy ktoś w ogóle wie, gdzie one podróżują z samego rana?!) z bardzo ważnych powodów wszystkimi liniami. Ale nie to jest najgorsze, bo dobra, mają interes, to jeżdżą, nawet Kościół jestem w stanie zrozumieć. Niech już nawet o tej 7:00!
Ale nie... Stanie taka za Tobą i na Ciebie napiera, pcha Cię, ale udaje, że wcale tego nie robi, że idzie z tłumem. Gówno prawda. Idzie sama, pcha Cię swoją ręką, ale nic nie mówisz, tylko odwracasz się porozumiewawczo, bo może zrozumie, że to niegrzeczne.
No, już zrozumiała. Drzwi się otwierają, a ta pełna zrozumienia wpycha się przed Ciebie i wsiada, chociaż ludzie jeszcze nie zdążyli nawet wysiąść. Łokcie w żebra i po Tobie, wycofujesz się, bo przecież nie oddasz. (Raz próbowałam, ale nie trafiłam, w takim szoku byłam.)

Nienawidzę jeszcze takich, które jęczą w pełnym jak ul autobusie, że ją plecy bolą, że na nogę jej nadepnęłaś niechcący, ale o przeprosinach nie chce słyszeć. Najchętniej w ramach skruchy chciałaby audiencję prywatną u papieża, czy coś, no pogrzane babki totalnie! Ale dobra, teraz coś może o tych wspaniałych...

Jadę sobie na uczelnię. Trzymam w kieszeni bilet, ale nieskasowany, bo stwierdziłam, że to tylko jeden przystanek, więc kanarów nie będzie po drodze, a jak już będą w środku, to skasuję i po krzyku. W razie czego miałabym na drogę powrotną, oszczędność, rozumiecie.
Teraz wiem, że mohery też rozumieją, a przynajmniej przemiła pani, o której zaraz opowiem.
W każdym razie jadę, słuchawki w uszach, bo wiadomo, wiosna, trampki, chce się żyć. W końcu nic Ci się nie odmraża, fajna sprawa! Ale... Przede mną nagle kanar, z jakimś czytnikiem, legitymacją, ale wyraz twarzy łagodny, więc wyjmuję słuchawki trochę nerwowo i szukam... Udaję, że szukam nieistniejącego skasowanego biletu, ale nieźle mi to wychodzi, bo słyszę: "Poszukaj, na pewno gdzieś jest, zaraz wrócę."
Myślę, że ok, nie zdąży wrócić, jeszcze tył do sprawdzenia, więc zdążę wysiąść na tym cholernym przystanku. Ale niestety, przede mną wyrasta drugi kanar, też z czytnikiem i legitymacją wyciągniętą ku moim oczom, tak jakbym mogła pomyśleć, że ktoś inny niż kanar podejdzie do mnie z czytnikiem.
Ja przerażona i mówię, że zaraz wysiadam, że mam bilet, ale że to mój przystanek, więc może panowie wysiądą ze mną, a ja na spokojnie poszukam, bo w takim tłoku... (Dobrze, że z tego strachu nie wymyśliłam pełnego autobusu, bo faktycznie nie było gdzie nogi postawić, a oni mi tutaj z czytnikami! No ale dobra.)
Kiwnięcie, ja wstaję i słyszę, że chcą mój dowód. Myślę sobie, że mój nowy portfel w cętki będzie naprawdę niefajnie wyglądał bez stówy, czy ile tam się teraz płaci za brak biletu. Wyjmuję z torebki portfel i jednocześnie wolnym krokiem idę ku drzwiom, żeby zaraz dostać wyrok. I kiedy już wysiadałam, jedną stopą byłam na chodniku, czuję jak ktoś kuje mnie w bok. Myślę sobie: "Moherze, do k*rwy nędzy, zaraz wlepią mi mandat, a Ty mnie jeszcze pukasz w żebra?!" oraz coś na kształt "No nie... K*rwa, no nie... Boże, czy Ty to widzisz?", ale tylko się odwracam, żeby nie robić zamieszania większego niż zrobiłam, patrzę, a przemiła, ładnie starzejąca się (nie pamiętam jej twarzy, ale z pewnością wyglądała olśniewająco jak na swój wiek) kobieta wręcza mi swój skasowany bilet za 2,40.
Pomachałam kanarom przed nosem i pobiegłam dogonić tą panią, która uratowała mi życie. Dziękowałam jej przez piętnaście minut i obiecałam sobie, że już nigdy więcej nie będę jechała bez biletu.
Sranie w banie, nadal jeżdżę, ale przynajmniej odzyskałam wiarę w ludzi.

mohery bilet autobus kanary

Pobierz ten tekst w formie obrazka
31 marca 2012 - 5:11 przez ~Yours | Skomentuj (4) | Do ulubionych
Głosów
82
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
82
Tyle opowieści o piekielnych konduktorach, że aż sama byłam zdziwiona zachowaniem jednego, jakiego dane mi było spotkać w czasie wielokrotnego korzystania z ich usług.

Niedziela, 6 rano, Bielsko-Biała Główna. Nie ważne, że kolejka przez pół dworca, jedna kasa otwarta, w drugiej pani pije sobie kawkę i nie zamierza jej otworzyć. Zdecydowanie wolałam już dopłacić u konduktora i zdążyć na pociąg, niż potem mieć problem z przesiadką więc zrezygnowana idę.

Podchodzę do konduktora i mimo wszystko z uśmiechem:
- Katowice studencki poproszę.
konduktor mruczy pod nosem...
- Bielsko-Biała Północ - Katowice... studencki... (na Bielsko-Biała Północ nie ma kasy) - i już bezpośrednio do mnie - proszę bardzo.

Wyjaśnił mi pokrótce, że już słyszał o jednej kasie i długiej kolejce.

Prosta rzecz, a naprawdę można odzyskać wiarę w PKP.

pkp konduktor

Pobierz ten tekst w formie obrazka
28 marca 2012 - 1:04 przez ~mala | Skomentuj (0) | Do ulubionych
Głosów
44
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
44