Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Logowanie
X  
Login:
Hasło:
 
  Nie masz konta? Zarejestruj się
Zapomniałeś hasła? Odzyskaj hasło
Nie dostałeś linku aktywacyjnego? Wyślij go ponownie
 
Jest to pierwsza historia, którą tutaj zamieszczam. Więc na początek siemka. A teraz tekst właściwy. Dodam tylko, iż zmotywowany jestem historią kolegi, który opisał wypadek na skuterze.

A więc przejdźmy do sedna. Lat temu prawie dwa. A mianowicie w maju 2010 roku uznałem, iż przerzucę się z quada (o poj. 250ccm ok. 16KM - to w miarę ważne w tej historii) na dwukołowca. Tak więc wybór padł na Yamaszkę TDR 125(jest ona w dwusuwie, co w małym silniku pozwala na wyciśnięcie więcej mocy, tutaj około 30KM). Na portalu aukcyjnym upatrzyłem i pojechałem. Te dwa lata temu byłem głupi niestety i uznałem, że zrobię jazdę próbną na ulicy (tak, nie miałem prawka). Jeszcze samo to nie byłoby problemem, do tego dochodziła mokra nawierzchnia (padał deszcz), łysa przednia opona (dla osób niezorientowanych w motocyklach hamuje się przednim kołem), oraz poczucie nieśmiertelności (no bo co mi zrobi motocykl z pojemnością o połowę niższą niż quad. I tu się przeliczyłem). Na starcie za mocno gazowałem i poleciałem, o ile pierwszy zakręt poszedł dobrze o tyle drugi trochę gorzej. Wiedziałem, że się nie wyrobię, więc hamowałem. Plan niestety zniweczony przez zaletę quad′a, u którego można hamować na chama wciskając hamulec. W motocyklu niestety nie ma tego przywileju i po naciśnięciu hamulca do końca przywitałem się z kochanym asfaltem. Z tego co zauważyłem miałem farta jak na 40km/h. Motocykl sunął bokiem dalej, a ja leżakowanie miałem na środku drogi. Dopiero po chwili poczułem ból. Okazało się, że z lewej dłoni miałem zdartą skórę z kawałkiem mięsa (ciekawe co by było bez rękawic), oraz nie byłem w stanie wstać z powodu uszkodzonej prawej nogi. Leżałem więc czekając na wybawienie z bólu pod kołami jakiegoś samochodu, lub na pomoc. Jednak ze stojących obok trzech (!) samochodów nikt nie zareagował na moje próby podniesienia się z ulicy kończące się kolejną glebą. Po chwili pierwszy się cofnął objechał leżący motocykl i ruszył dalej. Drugi i trzeci za nim. Leżałem tak trochę (może nawet z 10 min, droga niezbyt ruchliwa) czekając aż ból przejdzie (ta... optymista...). Nagle patrzę, czerwony pick-up i czterech dosyć napakowanych kolegów wyskoczyło. Dwóch podbiegło do mnie i pomogli wstać oraz zejść na pobocze. Kolejni dwaj zaopiekowali się motocyklem, który za chwilę stał obok. Zostałem pouczony aby uważać oraz jechali za mną aż do sprzedającego.

CHCIAŁBYM BARDZO PODZIĘKOWAĆ PANOM KTÓRZY MI POMOGLI. TRZY PEŁNE SAMOCHODY PRZEJECHAŁY ZANIM KTOŚ MI POMÓGŁ. MAM NADZIEJĘ, ŻE CHOĆ JEDEN CZYTA.

P.S. Oczywiście motocykl jest w moim posiadaniu. (Kupiłbym tak czy tak). Już nie próbuje mnie zabić i się słucha. To tyle. Przepraszam za długi nudny wstęp.

Pobierz ten tekst w formie obrazka
22 lutego 2012 - 18:39 przez Zero (PW) | Skomentuj (0) | Do ulubionych
Głosów
45
(w tym negatywnych:
0
)
plus Wspaniałe
45

Komentarze

Komentarze są aktualnie ukryte.
Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…